Ministerstwo Finansów już od dłuższego czasu prowadzi debatę nad zmianami mającymi na celu podniesienie efektywności funkcjonowania II filaru. Zaproponowało ono zmniejszenie składki przekazywanej do OFE z 7,3% do 3%. Niestety jest to zabieg dokonany kosztem przyszłych emerytów, niekorzystających z żadnych przywilejów emerytalnych. Przywileje miałyby natomiast nadal pozostać dla wybranych grup zawodowych. Natomiast składki emerytalne mają w rzeczywistości posłużyć w walce z rosnącym długiem publicznym. Należy tu postawić pytanie: Na co zdała się reforma emerytalna przeprowadzona 11 lat temu?

System emerytalny powinien przecież charakteryzować się nie tylko stabilnością finansową, ale również prawną, ponieważ dopiero wtedy społeczeństwo będzie miało poczucie bezpieczeństwa gromadzonych pieniędzy na przyszłą emeryturę.

Na początek warto wspomnieć, że bez odpowiedniej świadomości emerytalnej, obejmującej poczucie współodpowiedzialności za wysokość przyszłych świadczeń emerytalnych II filar nie będzie działał sprawnie i efektywnie. Kolejny problem polega na tym, że system wynagradzania towarzystw emerytalnych jest mało uzależniający ich wyniki od wyników zarządzanych przez nie OFE.

Ujemne zeszłoroczne wyniki OFE jednoznacznie wskazują na konieczność wprowadzenia funduszy emerytalnych o zróżnicowanym poziomie ryzyka. Młodzi mogą sobie pozwolić na większe ryzyko, ponieważ ich lokata w OFE dotyczy kilkudziesięcioletniego okresu przeznaczonego na inwestycje. Starsze osoby muszą natomiast mieć zagwarantowane maksymalne bezpieczeństwo zgromadzonych w OFE pieniędzy, aby w razie nieosiągnięcia minimalnej wymaganej stopy zwrotu nie utracić ich istotnej części na kilka lat przed osiągnięciem wieku emerytalnego. Tym samym w funduszu najbardziej agresywne limity inwestycyjne powinny być zdecydowanie bardziej tolerancyjne niż w obecnych OFE.

Propozycja dotycząca obniżenia składki przekazywanej do OFE jest więc tak naprawdę cofnięciem reformy emerytalnej zapoczątkowanej w 1999 roku. Okazuje się, że system emerytalny jest w ogromnym stopniu zależny do polityków oraz ich krótkookresowych i niejednokrotnie prywatnych pobudek.