
OFE: Pieniądze należą do członków funduszy
Gazeta Ubezpieczeniowa
Moim zdaniem dyskusja "o swobodzie" inwestowania
funduszy, w tym konkretnym przypadku nie jest dyskusją o interesach
członków funduszy emerytalnych. Rzeczywisty problem polega na tym, że
na nowe elity rządzące przyszła pora wykazania się umiejętnością pozyskiwania
finansów na realizację przedwyborczych obietnic. Wszystko wskazuje na
to, że nowy rząd oczekuje, iż plany te, co najmniej w części, zrealizują
pieniądze członków OFE. Nie pierwszy to raz, gdy przedstawiciele władzy
usiłują "dobrać się" do środków znajdujących się na rachunkach członków
funduszy. Prawo decydowania o przeznaczeniu tych pieniędzy to możliwość
dysponowania 80 mld złotych!
Twierdzenie, że w założeniach reformy emerytalnej
przewidywano, iż środki OFE będą stymulowały rozwój gospodarczy w Polsce,
jest prawdziwe, ale wniosek, jaki wyciąga z tego założenia spora część
polityków, jest nieuprawniony. Wywodzą oni bowiem z tego założenia prawo
do swobodnego decydowania o tym, w jaki sposób i na jakich zasadach
pieniądze te będą zasilać polską gospodarkę. Skoro w poszczególnych
sektorach gospodarki brakuje niezbędnego kapitału życzą sobie, aby właśnie
tam, a nie gdzie indziej lokowały swoje pieniądze fundusze.
Podstawowa ku temu przeszkoda jest prosta
- pieniądze zgromadzone w funduszach emerytalnych nie są ani państwa,
ani rządzącej partii, ani funduszy. To są pieniądze członków funduszy.
Prawda, że nie mogą oni dysponować nimi w sposób swobodny i przeznaczone
są one na jeden cel - przyszłe świadczenie emerytalne. Jednakże idee
reformy emerytalnej jasno określają sposób postępowania z tymi środkami:
mają być one inwestowane bezpiecznie i z jak największą korzyścią dla
ich właścicieli. Tylko i wyłącznie te dwa cele przesądzają o sposobie
inwestowania tych środków. Żadne inne potrzeby, nawet tak wzniosłe jak
potrzeba stymulowania rozwoju krajowej gospodarki, nie mogą być realizowane
przy użyciu tych środków. Oczywiście, jeśli podejmując decyzje inwestycyjne
można zrealizować te wszystkie oczekiwania, to celowość takiej inwestycji
jest bezdyskusyjna.
Dotychczasowe próby sterowania inwestycjami
funduszy poprzez zmianę formalnych ograniczeń inwestycyjnych i oferowanie
nowych instrumentów finansowych kierujących środki funduszy w wybrane
sektory gospodarki, nie są próbami udanymi. Świadczy o tym udział nowych
instrumentów finansowych w portfelach inwestycyjnych OFE.
Na czynienie zarządzającym funduszami wyrzutów,
że nie inwestują w nowo oferowane instrumenty, a wolą niepatriotycznie
lokować kapitały poza granicami kraju odpowiedź jest prosta. Robią to
w imię rzeczywistego interesu członków funduszu. Przykładem mogą być
właśnie listy zastawne, o których wspominają dyskutanci. OFE nie inwestują
w listy zastawne, ponieważ ich atrakcyjność jest niska. Zresztą nie
tylko dla OFE, skoro ich rating odpowiada ratingowi niezabezpieczonego
długu bankowego. Natomiast publiczne listy zastawne, które miały być
jednym z instrumentów oferowanych OFE w ogóle nie zostały wyemitowane.
Bieżąca dyskusja o swobodzie inwestowania
funduszy emerytalnych nie jest pierwszą próbą czynienia wyłomów w ideach
reformy emerytalnej. Jak słusznie zauważył pan Paweł Pelc w swojej wypowiedzi,
już raz w istotny sposób wypaczono ideę reformy, kiedy zamieniono środki
pieniężne członków funduszu stanowiące dług ZUS wobec członków funduszy
na obligacje.
Na koniec chciałabym przypomnieć, że prowadząc
dyskusję na temat swobody inwestowania funduszy emerytalnych, a właściwie
dyskusję na temat ograniczenia tej swobody należy zachować szczególną
ostrożność. Wszelkie próby sięgania po środki zgromadzone w funduszach
emerytalnych obniżają naszą wiarygodność w oczach międzynarodowej społeczności.
Warto pamiętać skutki wypowiedzi kandydującego na ministra skarbu pana
Wiesława Kaczmarka, który w październiku 2003 roku zaproponował "zawieszenie"
przekazywania składek do funduszy emerytalnych. Wypowiedź ta natychmiast
negatywnie wpłynęła na ocenę naszego kraju. Rating Standard & Poor�s
uległ obniżeniu. Co przemawia na korzyść pana Kaczmarka to przynajmniej
to, że nie wmawiał przyszłym emerytom, że to rozwiązanie proponowane
dla ich dobra.
Anna Horsecka, prezes PTE Polsat
|