
Jak oceniać wyniki funduszy emerytalnych
Prof. Marek Góra
Dyskusje nad efektywnością inwestycyjną otwartych
funduszy emerytalnych, zawsze prowadzą do sporów wokół minimalnej wymaganej
stopy zwrotu. Budzi ona wiele wątpliwości, zarówno jako instrument pomiaru,
jak i wskaźnik na którym opiera się ocena funduszy. Jednak jest to rozwiązanie
dość powszechnie stosowane na świecie w innych systemach emerytalnych
i równie powszechnie krytykowane. Tu trzeba podkreślić, że konstrukcja
polskiego systemu emerytalnego ma niewiele wspólnego z systemami południowo-amerykańskimi,
natomiast prawdą jest, że wykorzystaliśmy wiele rozwiązań technicznych
tam stosowanych – w tym właśnie koncepcję minimalnej stopy zwrotu.
Minimalna wymagana stopa zwrotu jest rzeczywiście
instrumentem niedoskonałym. Problem jednak w tym, że rozwiązania alternatywne,
które mogłyby ją zastąpić, również są niedoskonałe. Być może nieco lepsze,
ale zasadniczym pytaniem jest istnienie takiego instrumentu, a dopiero
w drugiej kolejności jego konstrukcja. Przyjmując jedynie ekonomiczny
punkt widzenia można powiedzieć, że jakikolwiek instrument tego typu
jest zupełnie niepotrzebny, ponieważ zawsze będzie powodował niepożądane
efekty. Najlepszy byłby system zupełnie pozbawiony takich mechanizmów,
oparty jedynie na konkurencji pomiędzy zarządzającymi, wymuszającej
dobre wyniki inwestycyjne. Było by to możliwe, gdyby rynek funduszy
emerytalnych był rynkiem zupełnie wolnym i otwartym, a uczestnictwo
w nim kwestią dobrowolnego wyboru i własnej odpowiedzialności. Tak jednak
nie jest. Powszechny i obowiązkowy charakter systemu emerytalnego narzuca
wiele ograniczeń i regulacji, które mają służyć ochronie uczestników
systemu, zmniejszając za to siłę konkurencyjną tego rynku.
Warto zdać sobie sprawę, że w powszechnych systemach
emerytalnych, niezależnie od tego czy są to systemy kapitałowe, czy
repartycyjne, zewnętrzne gwarancje nie istnieją, bo istnieć nie mogą.
Skoro bowiem są one powszechne, to kto miałby być tym gwarantem? Budżet
państwa – ostatnia instancja w całej strukturze zabezpieczenia systemu
– finansowany jest przecież z podatków, które płacą ci sami obywatele,
którzy są uczestnikami systemu. W pewnym sensie sami sobie dajemy gwarancje.
I tak naprawdę jedyną rzeczywistą gwarancją jest pomyślny rozwój gospodarki
w długiej perspektywie. Inne zabezpieczenia mają charakter przede wszystkim
psychologiczny. Dotyczy to zwłaszcza minimalnej stopy zwrotu. Drugim
powodem, dla którego mimo wszystko minimalna wymagana stopa zwrotu ma
sens, jest pewne dyscyplinowanie zarządzających funduszami. Ważne jest
to, aby ten ułomny instrument stosować z umiarem. Łatwo przecież wyobrazić
sobie sytuację, w której zbyt często i zbyt rygorystycznie stosowany
pomiar, może skłaniać do zachowawczej polityki inwestycyjnej i pozbawić
członków funduszu zysków z korzystnych długookresowo inwestycji. Właściwie
nie trzeba sobie tego nawet wyobrażać – to w znacznym stopniu
nasza codzienność.
Sądzę więc, że minimalną wymaganą stopę zwrotu
warto utrzymać, ale przede wszystkim ze względu na jej funkcję psychologiczną.
Natomiast pomiar, aby nie zaburzał procesów inwestowania, powinien odbywać
się możliwie rzadko i w oparciu o długie okresy czasu.
Nie należy jednak mylić gwarancji minimalnej stopy
zwrotu z informacją dotyczącą stóp zwrotu poszczególnych funduszy. Informacja
ta, wraz z innymi danymi (akcjonariat towarzystwa, struktura portfela
inwestycyjnego funduszu, etc.) pozwala ocenić względne tempo przyrostu
stanu konta w każdym funduszu w porównaniu z innymi OFE. Natomiast
uważać trzeba przy porównaniach z innymi instytucjami finansowymi. Fundusze
emerytalne istotnie się od nich różnią. Kwintesencją tej odmienności
są: powszechne uczestnictwo, skrajnie długookresowy charakter, realizacja
społecznego, nie tylko ekonomicznego celu. Jeśli wyniki inwestycyjne
otwartych funduszy emerytalnych ocenia się biorąc te czynniki pod uwagę,
a szczególnie właściwy dla nich horyzont kilku dziesięcioleci, to można
przewidywać, że stopy zwrotu wszystkich funduszy będą podobne i zbliżone
do tempa wzrostu gospodarczego. Powód jest prosty – prawdziwą wartość
tworzy realna gospodarka i ludzka praca, a nie sam obrót papierami wartościowymi,
który ma inną funkcję. Służy przede wszystkim alokowaniu w warunkach
konkurencji czynników produkcji do najlepszych i najkorzystniejszych
projektów inwestycyjnych. W tym sensie sprzyja wzrostowi tempa rozwoju
gospodarczego. Ale tylko jako instrument pobudzania gospodarki, a nie
jako cel.
Natomiast same wyniki inwestycyjne z lat 1999 –
2002, w zestawieniu z wynikami porównywalnych instytucji finansowych
w kraju, a także za granicą, biorąc jeszcze pod uwagę sytuację gospodarczą,
należy uznać za dobre. Problem dotyczyć może jedynie kosztów, jakie
są ponoszone – czyli innymi słowy – czy osiągane efekty nie są zbyt
drogie. To pytanie jest zawsze uzasadnione i zawsze warto nad nim dyskutować,
po to by ustalić granicę, poza którą otwarte fundusze emerytalne byłyby
bardzo złej jakości albo wręcz nie było by chętnych, żeby je prowadzić.
Prawdopodobnie koszty te można jeszcze zmniejszyć i tu najlepszą metodą
jest konkurencja pomiędzy funduszami, natomiast należy wątpić w skuteczność
administracyjnego dekretowania kosztów. Dla administracji widzę inną
rolę. Jak wiadomo część kosztów stanowią różnego rodzaju opłaty i zobowiązania,
które ponoszą sami zarządzający funduszami. Warto pomagać je ograniczać,
bo, w sposób nie bezpośredni, ale w końcu obciążają uczestników systemu.
Zmniejszając np. koszty ZUS, czy koszty przesyłania informacji, zwiększamy
stan kont członków funduszy emerytalnych. Drugim obszarem, na którym
administracja mogłaby wykazać swą troskę o efektywność systemu, są koszty
obrotu papierami wartościowymi. Ten rynek jest bardzo drogi i jest to
jedna z przyczyn, dla których wiele spółek nie wchodzi na giełdę. Trzeba
koniecznie zaproponować jakieś rozwiązania, które zmienią tę sytuację
i podaż instrumentów na rynku finansowym się zwiększy. Da to możliwość
inwestowania większej niż dotychczas części składek, z korzyścią dla
uczestników systemu emerytalnego i całej gospodarki.
Jeśli natomiast chodzi o tę część opłat, które
stanowią dochód zarządzających funduszami emerytalnymi, to tu liczyłbym
przede wszystkim na mechanizm konkurencji, a nie na administracyjne
regulacje, które z natury rzeczy są mało elastyczne i zawodne. Na opłaty
trzeba też spojrzeć z właściwej perspektywy. Opłata od składki, nazywana
również dystrybucyjną, jest pobierana jednorazowo z góry. To oznacza,
że przez następne kilka dziesięcioleci aktywności zawodowej uczestnika
systemu, składka będzie już wolna od tej opłaty. Z perspektywy 30 -
40 lat ciągłego inwestowania i pomnażania wpłaconej kwoty, wysokość
i uciążliwość opłaty dystrybucyjnej wygląda zupełnie inaczej, a jej
wpływ na wysokość zgromadzonego kapitału stopniowo maleje. Zjawisko
to ilustrują dwa wykresy, które tak naprawdę pokazują ten sam proces
w dwóch różnych skalach czasowych – w okresie jednego dziesięciolecia
i okresie 45 lat.

Ten sam dziesięcioletni, początkowy okres inwestowania
na następnym wykresie, ilustrującym 45-letni cykl inwestowania zaznaczony
jest prostokątna ramką.

Z zestawienia tych dwóch wykresów wyraźnie widać, że stan konta na samym
początku uczestnictwa w systemie nie jest niczym niepokojącym. Nawet
bez wyraźnej poprawy wyników finansowych i spadku kosztów oszczędzania,
prowadzi do znaczącego pomnożenia wartości wpłaconych składek. Nieliniowy
charakter opisanej zależności sprawia, że jest ona niestety, mało czytelna.
Nie zmienia to faktu, że nie ma powodu do obaw. Przypomina to trochę
opłatę abonamentową, płaconą za określony czas korzystania z jakiejś
usługi. Jest droższa od jednorazowej opłaty za tę usługę, ale znacznie
niższa, niż suma jednorazowych opłat za ten sam okres. Trzeba powiedzieć,
że w żadnej innej instytucji finansowej nie ma takiego rozwiązania,
co również powinno nakazywać ostrożność przy porównaniach wyników. Dla
właściwej interpretacji informacji o wynikach inwestycyjnych, czy stanie
konta zrozumienie mechanizmu tego swoistego abonamentu, jest sprawą
zasadniczą. Kto tego nie dostrzeże, będzie łatwo ulegał wszelkim manipulacjom,
czy to biznesowym czy politycznym. A w tej chwili nie ma żadnych powodów,
by niepokoić się sprawnością systemu, czy wynikami inwestycyjnymi otwartych
funduszy emerytalnych. Nie znaczy to oczywiście, że jako klienci OFE
nie powinniśmy oczekiwać wyników jeszcze lepszych, ale to odrębny problem.
Powody do niepokoju mają natomiast inne kraje,
również kraje Unii Europejskiej, które nie przeprowadziły reformy swoich
systemów emerytalnych. Stan narastających zobowiązań emerytalnych jest
tam niespłacalny, natomiast Polska dzięki reformie z tym problemem sobie
poradziła.
|